Obrazek nagłówka

Uwaga – to nie będzie jak zazwyczaj tutorial DIY, tym razem chciałem podsumować pewien etap w historii tego bloga i wyjaśnić, czego moi kochani czytelnicy możecie się spodziewać na tej witrynie w przyszłości. Planuję ten post już od dawna, ale do tej pory trudno było mi go napisać, prawdopodobnie dlatego, że nie byłem jeszcze w pełni gotów na kroki i decyzje, które właśnie podjąłem. Zatem dziś będzie trochę opowiadania, trochę szpanowania i trochę planowania. Jeśli nie lubisz takich tekstów, to nie czytaj dalej :)

Jak wielu z was wie, pod koniec zeszłego roku wydałem książkę „O szyciu prosto, kreatywnie i modnie„, to była wspaniała przygoda, jednak porwałem się na nią kompletnie nie wiedząc z czym to się wiąże. Z jednej strony było to piękne podsumowanie pewnego etapu w mojej karierze, a z drugiej gwóźdź do trumny mojej dotychczasowej drogi zawodowej. Ale zacznijmy od początku, oto co wydarzyło się w ostatnich miesiącach:

 


PROMOCJA KSIĄŻKI


Ktoś kto pierwszy raz pisze książkę, nie wie że jego praca nie skończy się na przygotowaniu zawartości. Prawdziwa robota zaczyna się dopiero, kiedy twoje dzieło wraca pachnące z drukarni, wtedy rusza się sprzedaż i promocja! O rany, to był dla mnie emocjonalny rollercoaster. Pomimo iż od trzech lat prowadzę kursy i wydawałoby się, że wystąpienia przed ludźmi nie powinny sprawiać mi kłopotu okazało się, że kiedy tymi ludźmi ma być grupa dziennikarzy, albo słuchacze radia miałem ogromną tremę. Wiadomo, stresowałem się też tym, jak odbiorcy zareagują na moje małe dzieło oraz świadomością, że w dużej mierze od tego jak poprowadzę warsztaty lub jak wypadnę w rozmowach zależeć może jego przyszłość. Nie będę się rozpisywać o tym etapie, grunt że było masę stresu, pracy i emocji, ale też masę ciekawych spotkań i rozmów, kilka połamanych igieł i duuużo nowych doświadczeń, resztę zobaczcie na zdjęciach. O perypetiach tego czasu pewnie napiszę więcej, jeśli dojdzie do realizacji drugiej części książki :) Autorem większości poniższych zdjęć jest przezdolny Kamil Kuzina.

 

01-jan-lesniak-o-szyciu-promocja-ksiazki

03--jan-lesniak-o-szyciu-promocja-ksiazki

04--jan-lesniak-o-szyciu-promocja-ksiazki

06 jan lesniak o szyciu promocja ksiazki

07 jan lesniak o szyciu promocja ksiazki

 

Po zakończeniu okresu promocji czułem się kompletnie wykończony, zagubiony i miałem ochotę położyć się w trumnie, jak zresztą ogłosiłem kilka wpisów wcześniej (LINK).  Chodziło nie tylko o to, że straciłem pracownię, zbankrutowałem i wypaliłem się, najtrudniejsze było dla mnie odkrycie, że nie jestem w stanie już prowadzić kursów szycia.  Pomimo iż wiedziałem, że ten etap dobiega końca, trzymałem się kursów jak tonący brzytwy. W końcu kilka lat temu, udało mi się dzięki nim stanąć na nogi po czasie wielu niepowodzeń i wydawało mi się, że to jest już TO co chcę w życiu robić. A tu nagle dotarłem do miejsca, gdzie moje ciało nie pozwoliło mi już dalej iść tą drogą. To ono jest moim barometrem i drogowskazem, z jednej strony to błogosławieństwo, z drugiej czasem się wkurzam, ponieważ nie potrafię się już sam oszukiwać. Kiedy zauważyłem, że podczas kursów czuję się tak, jakbym miał zaraz stracić przytomność, jakby w pomieszczeniu nie było tlenu, a 5 minut po zakończeniu zajęć odżywam, zrozumiałem, że pora na zmianę. Tylko na co? Zaszyłem się w norze i zapadłem w letarg. Amen!

 

08 jan lesniak o szyciu promocja ksiazki

 

 


KATALOG JUKI TUTORIALS


W tym letargu szukałem ciszy i spowolnienia. Żeby wymyślić coś nowego trzeba najpierw zregenerować się po starym, ba to stare musi się najpierw zakończyć. Byłem tak zrezygnowany, że nawet nie miałem siły pochwalić się tym, że na początku roku ukazał się katalog z tutorialami, które przygotowałem dla marki Juki. Nad zdjęciami i treścią tych tutoriali pracowałem jesienią 2015 roku (o czym możecie przeczytać tutaj LINK) i właściwie już o tym zapomniałem.  Jednak cieszę się bardzo, że doszło w końcu do realizacji tego projektu. Ten kto czytał książkę wie, że prace nad katalogiem były dla mnie poligonem doświadczalnym, dzięki któremu byłem znacznie lepiej przygotowany do stworzenia książki. To był piękny układ, ponieważ w podobnym czasie w Polsce pojawiła się moja książka, natomiast katalog Juki Tutorials wydany w języku angielskim trafił do wszystkich głównych dystrybutorów firmy Juki w Europie środkowej. To ze względu na ten katalog właśnie zacząłem tłumaczyć bloga na język angielski. Kiedy odwiedziłem Ikuko w jej firmie, aby wręczyć jej książkę z dedykacją i sukienkę, którą uszyłem jej w podziękowaniu za udział w sesji zdjęciowej  (notabene to była kryzysowa kiecka w wydaniu magentowym ;P ) ona wręczyła mi stos katalogów. Zatem z opóźnieniem ale chwalę się dziś:

 

09 juki-katalog-2

 

Dla przypomnienia w katalogu znajdziecie instrukcje szycia ubrań z małej kolekcji uwiecznionej na poniższych zdjęciach, wszystkie instrukcje są dostępne też na stronie Juki w języku polskim i z możliwością pobrania pdf’a zatem do dzieła!

 

10 DIY-by-Jan-Lesniak-for-JUKI-model

 

 


RESETOWE SZYCIE


Hmm, po kilku tygodniach leżenia i martwienia się tym co dalej, usłyszałem opowieść o Karolu Jungu, który w połowie swojego życia dotarł do martwego punktu, osiągnął swoje cele i nie wiedział co dalej. Ponoć, po wielu próbach wyjścia z impasu postanowił się poddać opatrzności, bo i tak już nie miał pomysłów jak sobie pomóc. Postanowił się rozluźnić i pójść za pierwszą rzeczą jaka przyjdzie mu do głowy. Przypomniał sobie wtedy, że jako mały chłopiec lubił robić babki z piasku, poszedł za tym zgodnie z obietnicą daną sobie. Po pracy poszedł nad jezioro i zrobił kilka babek, postanowił robić to codziennie. Z czasem zaczął budować zamki z piasku, potem całe miasta. Chodził nad to jezioro, zatracał się w tym piaskowym budowaniu a myśli w jego głowie spokojnie płynęły. Podobno własnie podczas tych budowlanych sesji nad jeziorem opracował podwaliny swojej teorii psychologii. Czy ta historia jest prawdziwa nie wiem, ale poczułem, że rzeczywiście świetnym pomysłem jest zajęcie się czymś co sprawia mi przyjemność i przy czym przestaję się martwic brakiem kasy i pomysłu na siebie. Jak myślicie za co się wziąłem? Ano za szycie,  bo przez ostatnie lata uczyłem innych, pokazywałem, starałem się wyjaśniać ale sam prawie nie szyłem. Jakiś czas temu poczułem, że najnormalniej w świecie tęsknię za tym.

Zatem zacząłem szycie, nie do tutorialu, nie do książki, nie na zamówienie. Szyłem dla siebie, bez terminu realizacji, bez ceny, bez stresu że komuś ma się to spodobać. To było wspaniałe, czułem jak moje ciało się rozluźnia, potem widziałem jak coraz wolniej wykonuję wszystkie czynności, aż w końcu jak zaczynam się delektować każdą z nich. Okazało się, że np. zaprasowywanie krawędzi jest czymś, w czym można się absolutnie zatracić. Zacząłem w ten sposób odpoczywać i łapać kontakt ze sobą. Zrozumiałem, że jestem zmęczony działaniem nastawionym jedynie na osiągi, wszystko co robiłem do tej pory musiało być produktywne i opłacalne. To był pęd za przetrwaniem, ale zabrakło czasu na przyjemność, na luz. I znalazłem go w szyciu właśnie, przewrotne, że w końcu sam dla siebie odkryłem to, co moje kursantki powtarzały mi od początku, że czas przy maszynie w mojej pracowni jest dla nich lepszy niż wizyta u psychologa.

 

11-odtrutkowe-szycie

 

Może pamiętacie z książki rozdział o nadrukach, w którym piszę, że obiecałem sobie po jej napisaniu koszulkę z nadrukiem skrzydlatego węża o łuskach w kolorach piór papugi ary. To było pierwsze za co się wziąłem. Robiłem ten nadruk cały dzień, ale warto było, ma moc, moją moc :) Najpierw masa szkiców, potem finalny rysunek węża ze złożonymi skrzydłami poprawiłem pisakiem, zeskanowałem i za pomocą ScanNcuta wyciąłem szablony w foliach flock i flex. Jeżeli marzy wam się własny nadruk, to o tym jak go zaprojektować przeczytacie w książce, a o tym jak przygotować projekt do cięcia / druku przeczytanie w jednym z poprzednich postów (LINK).

 

12-odtrutkowe-szycie

 

Zrobiłem noworoczne porządki i wyrzuciłem z mojej szafy wszystko co było dziurawe, zostając z zaledwie kilkoma podkoszulkami, a że nie jestem fanem nadruków, to doprowadziłem do perfekcji formę na swój t-shirt z kieszonką. Tutorial szycia t-shirta też znajdziecie na blogu (LINK). Uszyłem całą gamę wybierając kolory, które mnie wzmacniają lub uspokajają, no i oprócz węża zapodałem jeszcze nadruk organicznego serca – ten wzór to moja faza ostatnio.

 

13--odtrutkowe-szycie

14--odtrutkowe-szycie

 

Potem przeszedłem do cięższego kalibru, jako że po porządkach zostały mi tylko dwie bluzy, stworzyłem dwie kolejne. Błękitna jest na bazie bluzy z książki, z finałowego rozdziału, a instrukcje szycia na taką jak czerwona znajdziecie w katalogu Juki.

 

15--odtrutkowe-szycie

 

Na koniec doszyłem jeszcze spodnie dresowe (instrukcja tutaj LINK) w zestawie do mojej kochanej zielonej bluzy (LINK). To szycie było wspaniałym doświadczeniem bo robiłem coś wreszcie tylko dla siebie, spowalniałem, relaksował się też mój umysł. Pomysły na dalsze kroki jeszcze nie przyszły, ale przynajmniej rozpoznałem czego mi trzeba – być dobrym dla siebie. Nie przejmować się tym, że jeśli nie wrzucę 4 postów miesięcznie to stracę ruch na blogu, że mój fanpage na facebook’u zamarł, że nic się nie dzieje na instagramie, że nie podgrzewam atmosfery wokół książki. O rany zobaczyłem jak bardzo zatraciłem się w zabieganiu o popularność i jak mnie to zjadało. Szyjąc przypominałem sobie, że jestem twórcą, że kiedy tworzę słyszę ciszę, zatrzymuje się strach i obawy a ja czuje się po prostu bezpieczny, czuję że jestem częścią wszechświata i wszystko będzie dobrze. Wspaniale jest wrócić do tego miejsca!

Jestem niesamowicie wdzięczny za miejsce, w którym obecnie jestem, mam masę możliwości, dzięki maszynom, materiałom i dodatkom, które udało mi się zebrać przez ostatnie lata. Pamiętam jak 4 lata temu przyjechałem do Warszawy ze starym łucznikiem mojej babci i mieszkałem w ciasnym pokoiku na Woli. Marzyłem wtedy o kolorowej pracowni i możliwości ekspresji twórczej. Do dziś przeszedłem już przez dwie fantastyczne pracownie i nawet teraz w mojej małej kawalerce czuję się wspaniale, po drodze stworzyłem masę fajnych, kolorowych rzeczy i wiem, że niebawem wyruszę w dalszą podróż. Póki co szyję dalej!

 

16--odtrutkowe-szycie

17--odtrutkowe-szycie

18-odtrutkowe-szycie

 

 


ODKRYWAM HAFT


Haft chodził za mną już od jakiegoś roku, ale nie miałem odwagi się nim zająć, ciągle zostawiając to w sferze planów „na jutro”. Najwyraźniej musiałem do tej techniki dojrzeć, bo pewnego dnia bez większego namysłu po prostu zacząłem. Po tym jak zwolniłem tempo dzięki resetowemu szyciu, zacząłem znów malować i pewnego dnia w nagłym wybuchu ekspresji wysmarowałem obrazek, który stał się dla mnie drogowskazem. Kiedy na niego patrzyłem kolorystyka mnie hipnotyzowała, ja kolorem wyrażam więcej niż słowami czy formą. Czułem, że własnie wylałem na papier kolory moich kolejnych ubrań. Następnego dnia rozmawiając z Marcinem (miłym panem od maszyn z Brothera) coś stęknąłem o haftowaniu i tamborkach, i że może bym się temu tematowi przyjrzał, właściwie wspomniałem o tym tylko po to, żeby coś mówić. A Marcin w sekundę znalazł tamborki w sieci. Okazało się, że to niedroga zabawa i dwa dni później wieczorem odebrałem przesyłkę. Odpaliłem filmik na youtube i z wypiekami na twarzy oglądałem jak pani Halinka czerwoną nitką prezentuje kolejne techniki haftowania. Nakręciłem się niemiłosiernie. Nie miałem w domu ani muliny, ani kordonka, ale zaimprowizowałem łącząc kilka zwykłych nitek w kiść, przetestowałem najciekawsze ściegi. CIARKI, miałem ciarki i czułem niesamowitą radość. Nie mogłem się doczekać kiedy otworzą sklepy, żebym mógł pognać po igły, naparstek i MULINĘ!

 

19 mulinki-1-b

 

Rano wyprułem na rowerze do Outletu Tkanin. Pomimo iż prawie nie miałem już kasy na koncie, wybrałem wszystkie odcienie muliny, które do mnie wołały. Niestety przy kasie zawołały mnie jeszcze kolorowe wypustki i zupełnie nie wiem po co, ale jak zawsze nie myśląc o tym, czy zostanie mi na chleb kupiłem je! Wróciłem rozgorączkowany do domu i zabrałem się za projektowanie haftu, a potem za jego realizację. AAAAAAHAHAAAAHAHAHAHAHAAAAA, JAKA ZABAWA!!!!! Okazało się, że ja to uwielbiam. Chyba właśnie znalazłem swoje hobby. Muah! Muah! Szukałem cie tyle lat! Zawsze brakowało mi hobby, czegoś co mógłbym robić w wolnych chwilach, tylko dla przyjemności. Okazało się, że haftowanie jest idealne dla mnie na teraz, bo jest to powolne i kompletnie BEZPRODUKTYWNE zajęcie, w którym zatracam się całkowicie a jednocześnie jest ono twórcze. To jest moja medytacja, bo notabene – ja nie potrafię medytować – jak siadam i zaczynam sobie oddychać, to mój mózg świruje z ilością danych do przerobienia. A kiedy siadam do haftu jest tylko mulina, igła i koncentracja, aby wbić ją we właściwym miejscu! Cudownie. No i UWAGA kolejny tutorial będzie właśnie o tym hafcie, który poszedł na pierwszy ogień. A finalnie powstała bluza, do której użyłem wszystkich zakupionych wypustek – trzeba ufać rzeczom, które cię w sklepie wołają, he, he, he. A tu mała zajawka:

 

21 haft-zajawka-b

 

Bluza oczywiście robi furorę wśród znajomych. Coś czuję, że będą teraz w prezencie dostawać ode mnie takie właśnie haftowane cacka. Kiedy w kwietniu w końcu dostałem tantiemy ze sprzedaży książki mogłem finansowo na chwilkę odetchnąć z ulgą. Pierwszym co zrobiłem była wizyta w pasmanterii i zakup pełnej palety moich nowych farbek: CZYSTY I WIELOKROTNY O-R-G-A-Z-M !!!

 

20 mulinki-2

 

 

 


DRUGIE WYDANIE KSIĄŻKI


Wraz z haftem coś ruszyło w moim życiu. Haftowanie stało się dla mnie tym, czym babki z piasku dla Junga :) haftując całymi godzinami odpływałem, a w mojej głowie zaczynały się powoli pojawiać nieskrępowane, nowe pomysły. Zapisywałem wszystkie, jednym z nich był konspekt nowej książki. Pewnego dnia nie wytrzymałem i przygotowałem prezentację, zawsze realizowanie pomysłu zaczyna się dla mnie od wprowadzenia wizji do rzeczywistości. Kiedy udaliśmy się z Markiem (moim menago) do wydawnictwa, chcieliśmy przede wszystkim pogadać o tym, jak się wiedzie mojej pierwszej książce, ale też zasygnalizować, że już powolutku myślimy nad kontynuacją. Tym czasem okazało się, że „O szyciu” zniknęło z magazynów i zanim ktokolwiek będzie myśleć o kontynuacji, robimy drugie wydanie pierwszej książki! WOW To chyba jest sukces. Tak sobie obiecałem na początku tej drogi – jeśli będzie dodruk, uznam to za sukces. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak bardzo, bardzo podziękować wam wszystkim, którzy kupiliście książkę i tym którzy pomogliście rozejść się w świat informacji o niej, bo to własnie dzięki wam dziś akceptowałem poprawione wydanie drugie :D, które lada chwila trafi do drukarni. A skoro jest dodruk to myślę, że i duże szanse na kolejną część są. hie hie hie, aaale fajnie nie? Właśnie się zastanawiam jak to uczcić, jak się wam odwdzięczyć i wymyśliłem, że najlepszym sposobem, będzie przygotowanie jeszcze lepszego materiału do kolejnej publikacji. Trzymajcie kciuki, żeby się udało!

 

baner-książki-o-szyciu-ostatnie-egz

 

 


DECYZJE – W STRONĘ PROJEKTOWANIA


I dotarliśmy do sedna tego posta, tym którzy tu dotarli szczerze gratuluję – wiem tasiemca dziś zapodałem ;) Ale to są wiosenne porządki. Przekotłowało się we mnie wiele przez ten czas, ale z tej kotłowaniny w końcu zaczęły się wyłaniać konkretne decyzje. Najważniejszą i najtrudniejszą była decyzja, że kończę uczyć szycia i stawiam na projektowanie!

Pomogło mi w tym poznanie KLANU WÓJCIKÓW, czyli spotkanie z Jolantą, Ewką i Markiem z Ultramaszyny. To chyba najbardziej znana i jedna z najdłużej działających marek w sferze kursów szycia w Warszawie, choć swoje korzenie mają w Łodzi. Połączył nas Brother, Małgosia (z Brothera) od zawsze powtarzała mi, że powinniśmy się poznać bo wydaje jej się, że moglibyśmy razem coś ciekawego stworzyć. Kiedy przed świętami podpisywałem egzemplarze książki, które Małgosia rozsyłała w prezencie do swoich kontrahentów, dla zespołu Ultramaszyny napisałem osobistą i życzliwą dedykację. Po świętach dostałem informację, że dziewczyny z UM chcą się ze mną skontaktować. Spotkaliśmy się żeby pogadać o planach i sprawdzić, czy jest coś co moglibyśmy razem zrobić.

Szedłem na to spotkanie z poczuciem, że chyba im trochę głowę zawracam, bo co ja im powiem? „Słuchajcie ale ja nie chcę już uczyć szycia”? No bo tylko taki rodzaj współpracy przychodził mi na myśl. Tymczasem podczas naszej rozmowy miałem odczucie, które pojawia się często, kiedy rozmawiam z kreatywnymi ludźmi: jakby otworzył się czubek mojej czaszki i zaczęło płynąć stamtąd wirujące powietrze, połączenie ekscytacji, ulgi i powiew czegoś nowego! Okazało się, że ludzi do szycia to oni mają wspaniałych i nie potrzebują nowych, natomiast przydałby się taki Leśniak z czymś kreatywnym, na luzie i nieszablonowym. YEAH! Poczułem, że jestem we właściwym miejscu. Jolanta i Ewa są świetne w uczeniu szycia, co więcej ja mógłbym niejednego się od nich nauczyć i co jeszcze więcej one kochają to robić, natomiast brakuje im projektanta. Z kolei ja mam dość uczenia szycia i nie jestem dobry w zasadniczości ale uwielbiam inspirować ludzi, szukać nowych, kreatywnych rozwiązań i eksperymentować. Okazało się, że się UZUPEŁNIAMY. Po jednej rozmowie z Dziewczynami wiedziałem, że z czystym sumieniem mogę polecić ich szkołę każdemu kto się chce nauczyć szycia, i że razem na pewno coś ciekawego uda nam się stworzyć. Ciekawe co to będzie? :)

Kiedy pozwoliłem nauce szycia odejść, poczułem się lżejszy. Postanowiłem wreszcie pozwolić sobie na projektowanie i szycie ubrań dla klientów indywidualnych. Życie, jak to życie, odpowiedziało natychmiast, podsyłając mi coraz więcej zainteresowanych. Razem z moimi klientami eksperymentuję w sferze odkrywania ich indywidualnego stylu, równocześnie podnoszę swoje kwalifikacje krawieckie w Ultramaszynie pod okiem Jolanty. Szyjąc uspokajam się, a w wolnych chwilach haftuję i obmyślam kolejne rozdziały do nowej książki. Między tym wszystkim spotykam się z przyjaciółmi lub po prostu spaceruję po Warszawie obserwując rosnące pączki na drzewach, wdychając zapach wilgotnej ziemi i wiosennych kwiatów. Szukam balansu, bo nie samą pracą człowiek żyje. Z tego powodu zaniedbuję social media i czuję się z tym wspaniale. Kiedy wrócę do akcji to na pewno nie na takich obrotach jak do tej pory, będzie wolniej, rzadziej, ale pełniej :)

Ach, no i będzie bardziej o projektowaniu niż o szyciu. Trzymajcie się ciepło!

Komentarze: 35

Ola 20 kwietnia 2017 o 21:05

Czasami trzeba potraktować siebie jako dziecko. Objąć i mocno przytulić…
Powodzenia

Odpowiedz

Olka 21 kwietnia 2017 o 07:32

Myślę że to dobra decyzja :) trzeba zawsze iść do przodu bo inaczej człowiek się nie rozwija. Trzymam kciuki i życzę powodzenia. Na kolejną książkę czekam niecierpliwie.
Ten haft z tego co widzę to ręczny? kurcze bardzo pracochłonne jest to zajęcia – fajnie wygląda, ale by mi nocy nie starczyło :)
Mam nadzieję że jakieś swoje autorskie wykroję udostępnisz na blogu? :) albo przynajmniej jakieś inspiracje, wskazówki itp

Odpowiedz

    janlesniak 21 kwietnia 2017 o 09:34

    Na pewno. Myślę, że będę pokazywał jak przekształcać konstrukcje pod kątem projektów i pewnie będzie tez trochę o inspiracjach. Ale to się jeszcze musi ułożyć w mojej głowie :)

    Odpowiedz

Monika 21 kwietnia 2017 o 09:14

Dzięki za ten wpis. Sprowokował mnie do życiowych przemyśleń.

Odpowiedz

    janlesniak 21 kwietnia 2017 o 09:33

    O rany, Monika nie spodziewałbym sie, że może do czegoś takiego sprowokować, ale ciesze się, że się przydał nie tylko mnie ;P hyhy

    Odpowiedz

Maciek 21 kwietnia 2017 o 10:02

Szkoda trochę, ale… Pod koniec ubiegłego roku złapałem chęć na coś nowego. Padło na szycie. Znalazłem Twoją pracownię, i już chciałem się zapisz na kurs męskiego szycia, a tu… Zonk. Ale zgadnij gdzie trafiłem? Do Ultramaszyny :)
w każdym razie, powodzenia.

Odpowiedz

    janlesniak 21 kwietnia 2017 o 10:15

    Maćku dzięki, w Ultramaszynie jesteś w dobrych rękach a może kiedyś jakieś warsztaty o męskich rzeczach uda nam się tam zorganizować :)

    Odpowiedz

Maciek 21 kwietnia 2017 o 10:37

Byłem, bo to najbardziej podstawowy z podstawowych kurs, Ale rzeczywiście – godny polecenia zespół :)
I na pewno jeszcze wrócę, jak tylko portfel odpocznie trochę ;)

Odpowiedz

Ania 21 kwietnia 2017 o 13:06

Świetny wpis, bardzo za niego dziękuję. Mnie też skłonił do paru refleksji :)

Przede wszystkim potwierdzam, że często to, o czym marzyliśmy, nad zdobyciem czego długo i ciężko pracowaliśmy, okazuje się być ostatecznie nie naszą bajką (jestem obecnie na tym etapie, choć w innej dziedzinie). Po drugie, kiedyś wydawało mi się, że uczynienie z hobby swojej pracy jest świetną rzeczą, ostatnio jednak doszłam do wniosku, że jednak chyba nie do końca – z powodów, o których Ty piszesz.

A Ultramaszynę znam i wszystkim polecam :) gratuluję podjęcia współpracy i trzymam kciuki :)

A, i jeszcze też ostatnio mnie ciągnie w stronę haftu – bardzo wyciszające :)

Odpowiedz

    janlesniak 21 kwietnia 2017 o 16:57

    Dzięki za odzew, myślę Aniu że nie jesteśmy osamotnieni w tych doświadczeniach :) A haft polecam, absolutny odlot,,, tzn w stronę ciszy. hyhy

    Odpowiedz

Karola 21 kwietnia 2017 o 13:35

Powodzenia!

Odpowiedz

Kajka 21 kwietnia 2017 o 17:51

proszę się trzymać ciepło

Odpowiedz

Katarzyna 21 kwietnia 2017 o 17:59

Czytając Ten Twój wpis Janku, mam wrażenie jakbym czytała o sobie w obecnej chwili. Też się ostatnio dużo zastanawiałam nad tym co robię i co sprawia mi przyjemność. Pracuję nadal w szkole, ale po reformie edukacji, od września zamiast umowy na czas nieokreślony, po 17 latach pracy, będę zatrudniona już tylko na rok (na zastępstwo). Muszę więc myśleć co dalej z sobą począć. Mieszkam sama, a kredyt na mieszkanie sam się nie spłaci :) Lubię szyć (Jestem w trakcie robienia kursu kwalifikacyjnego, w czerwcu mam egzaminy) i tak się zastanawiam czy nie rozpocząć działalności na własną rękę. Chciałabym szyć to co lubię, a jeśli dałby się jeszcze na tym zarobić to byłoby super. Jestem zodiakalnym wodnikiem i pewnie dlatego nie lubię ograniczeń. Nie chcę zajmować się czymś czego nie lubię robić. Jestem na takim małym życiowym zakręcie i mam nadzieję, że tak jak Ty wyjdę na prostą :) Życzę Ci powodzenia w tym co zamierzasz robić, przyjemności z hafowania (Ja lubię haft krzyżykowy i jeden już popelniłam). Czekam na kolejną Twoją książkę, bo pierwsza bardzo mi się spodobała. Pozdrawiam wiosennie :)

Odpowiedz

    janlesniak 21 kwietnia 2017 o 19:33

    Kaśka trzymam kciuki za twoją drogę no i powodzenia na egzaminie :) Będzie dobrze, nie ma innej możliwości!

    Odpowiedz

Tola 21 kwietnia 2017 o 19:34

Wspaniały wpis. Szczery i prawdziwy. Doskonale wiem, o czym piszesz, bo mam tak samo jak Ty. Niestety moje babki z piasku jeszcze nie usypały się w miasto, stan zawieszenia trwa już tak długo, że tracę cierpliwość. Bardzo się cieszę, że idziesz do przodu. Obserwuję Cię z sympatią i bardzo trzymam kciuki. Za przyszłość!

Odpowiedz

    janlesniak 21 kwietnia 2017 o 19:37

    Cześć Tola, ja po drodze też kilka razy byłem już na etapie tracenia cierpliwości ale i tak dalej mi się nic nie chciało. Dużo mi dało świadome oddychanie ;P polecam jakby co. I trzymam kciuki, żebyś w końcu miasto usypała, nawet państwo!

    Odpowiedz

Olciq 22 kwietnia 2017 o 08:47

Chętnie poczytam o projektowaniu, to zawsze był mój konik. Życzę Ci dużo szczęścia i satysfakcji z Tego co robisz

Odpowiedz

Aleksandra 22 kwietnia 2017 o 10:23

Świetny wpis! Dziękuję, że mogłam to przeczytać. Gratuluję i życzę powodzenia!

Odpowiedz

Anka 22 kwietnia 2017 o 18:33

Ja to mam jednak szczęście! Dopiero co odkryłam Twojego bloga, dopiero co kupiłam Twoją książkę i zaczęłam snuć plany o warsztatach u Leśniaka-w bliżej nieokreślonej przyszłości, rzecz jasna-a tu taki klops! Nosz kurka blaszka! Ale tak mi się spodobał ten haftowany wąż, że przy najbliższej okazji polecę do pasmanterii po mulinę :) chociaż​ wcześniej haft miałam w planach na „na później”. Pozdrawiam i życzę​ powodzenia :)

Odpowiedz

    janlesniak 22 kwietnia 2017 o 20:51

    Anka nic się nie martw. Ja na pewno będę jeszcze prowadzić warsztaty i one na pewno będą związane z ubraniami. Tylko nie będzie to już stricte nauka szycia. Na kurs leć do Ultramaszyny – tam cie nauczą szyć jak z nut – jestem po pierwszej lekcji z Jolantą i spać nie mogę tyle się nauczyłem. A ja pewnie na jesieni wrócę z nowymi pomysłami.

    Odpowiedz

Aga 22 kwietnia 2017 o 21:08

Powodzenia i czekam z niecierpliwością na nowy wpis na blogu

Odpowiedz

Magda 23 kwietnia 2017 o 06:33

Janie,
Dziekuje za wpis :)
Przypomniale mi o jednym (o czym zapomnialam), ze czasami trzeba zrobic cos tylko dla siebie, bez liczenia ile na tym zarobie i czy to sie oplaca.
Czysta przyjemnosc z tworzenia:) tego mi potrzeba :)
Magda

Odpowiedz

    janlesniak 23 kwietnia 2017 o 18:05

    Kurcze – ciesze się, że się przydał. Ja też przez własną działalność utonąłem w morzu opłacalności, a najwięcej frajdy mam właśnie z tych nieopłacalnych rzeczy, teraz się uczę wypośrodkowywać :). Bo wiadomo – środki są złote ;P

    Odpowiedz

an 23 kwietnia 2017 o 14:51

Uwielbiam Twoje posty. To tak prawdziwe co piszesz. Twój proces twórczy jest mi bliski.. Słuchać siebie i co chwila się zmieniać- nie ma innej recepty.

Odpowiedz

    janlesniak 23 kwietnia 2017 o 18:03

    Kurde a mi się marzy znaleźć coś przy czym zostanę choć raz na trochę dłużej niż 3 lata, ale to pewnie właśnie dlatego ciągle zmieniam bo szukam tego totalnie swojego :)

    Odpowiedz

an 26 kwietnia 2017 o 16:11

„Szczęśliwi ludzie często się zmieniają”- usłyszałam kilka lat temu..I coś w tym chyba jest..Miejmy nadzieję, że w końcu dojdziemy do tego czego szukamy. Ale obawiam się, że to będzie suma wielu zmian i doświadczeń;) Oczko wyżej i oczko wyżej. A za każdym razem lęk zmiany a potem radość czegoś nowego.Jestem z Tobą;)

Odpowiedz

Dorota 28 kwietnia 2017 o 07:29

Panie Janie! Od czasu do czasu tu zaglądam i czytam i podpatruję, dzisiaj ten Pana wpis przeczytałam z wielkim zainteresowaniem i cieszę się, że po tych zawirowaniach odnalazł Pan to co ważne tj. siebie. Życzę powodzenia i wytrwałości w nowych przedsięwzięciach i przede wszystkim radości, i z wiosny, i z pączków na drzewie i z zaprasowywania krawędzie. Pozdrawiam serdecznie.

Odpowiedz

Sylwia 3 maja 2017 o 17:33

Janku, a czy Ty przypadkiem nie jesteś moim bratem bliźniakiem? A tak na serio ciężko jest być zodiakalnym wodnikiem, który ciągle kreuje. Powodzenia w nowych projektach.

Odpowiedz

    janlesniak 8 maja 2017 o 11:02

    hahaaa, być może, ponoć wodnika może zrozumieć tylko drugi wodnik ;P dzięki Sylwia!!

    Odpowiedz