Obrazek nagłówka

 

 

Dziś nieco nietypowy post. Od kiedy prowadzę bloga i wydaję książki zdarza się, że piszą do mnie ludzie, którzy razem z moimi poradami i tutorialami stawiali pierwsze kroki w szyciu. Chwalą się swoimi dziełami, często dziękują za inspirację, czasem dostaję też krytyczne uwagi i sugestie na temat tego, co warto byłoby poprawić w kolejnych książkach. Jednym słowem czuję, że moja praca poszła w świat i inni z niej korzystają. O jednej z takich osób chcę wam dziś opowiedzieć, choć podejrzewam, że dla wielu szyjących maniaków nie jest to postać anonimowa. Magda Lipczyńska (bo o niej mowa) prowadzi od kilku miesięcy fanpage Lans Dwa Trzy Magdalena Lipczyńska i aktywnie uczestniczy w życiu najlepszych grup szyciowych na FB. Dlaczego spośród mnóstwa osób, które się do mnie odezwały postanowiłem napisać właśnie o niej dowiecie się z dalszej części posta.

Kiedy wiosną 2017 roku dostałem od Magdy wiadomość ze zdjęciami pierwszych uszytych przez nią rzeczy, pogratulowałem jej i zagrzałem do dalszego boju, w duchu jednak byłem szczerze zaskoczony tym co stworzyła jako osoba początkująca.

Magda pisała, że szycie odkryła w lutym, kiedy razem z teściową zasiadła pierwszy raz w życiu do maszyny odziedziczonej po swojej babci. Chwilę później w jej ręce wpadła moja pierwsza książka „O szyciu prosto, kreatywnie i modnie” i dała jej mega kopa do rozwoju. Podziękowała mi za jasne instrukcje, które pozwoliły jej jako zupełnemu laikowi rozgryźć zarówno podstawy konstrukcji jak i szycie, dzięki czemu szybko odważyła się stawiać dalsze kroki i rozpoczęła eksperymenty z formami z Burdy. Marzyła też o tym, aby wybrać się na kurs szycia do Ultramaszyny, jednak dopiero co urodzona córeczka zatrzymała ją w domu. Mimo to szyła, pruła i znowu zszywała – rozwijała się we własnym zakresie. Jak większość czytelniczek zaczęła od nietoperza, ale ku mojej radości uszyła również bluzkę z raglanem z rozdziału 14 i w dodatku wprowadziła do niej pewne modyfikacje. To dobrze wróżyło.

 

 

Miałem przeczucie, że jeszcze o Magdzie usłyszę. I rzeczywiście, późną wiosną Ultramaszyna ogłosiła konkurs na najciekawszą interpretację hiszpanki, która miała być hitem zbliżającego się lata. Ponieważ zarówno Ewka jak i ja przygotowaliśmy instruktaże szycia tej kiecki na dwa różne sposoby, zostałem zaproszony do Jury. Magda była jedną z uczestniczek a jej hiszpanka z motywem flaminga była w czołówce, choć ostatecznie nie wygrała. I tu zdarzyło się coś, za co Magda zyskała mój ogromny szacunek. Napisała do mnie maila z prośbą o konstruktywną krytykę, aby dowiedzieć się co mogłaby poprawić i na co zwrócić uwagę w swoim dalszym rozwoju. Mam doświadczenie w pracy ze studentami i wiem jak udzielać konstruktywnych rad, aczkolwiek jestem wtedy bezlitośnie szczery. Ku mojemu zaskoczeniu Magda przyjęła krytykę i podziękowała mi za poświęcony jej czas. W oceanie  fejsbukowych hejtów, fochów, docinek, nadwrażliwości i szalejących gówno-burz było to dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Dojrzała ogarnięta laska, pomyślałem. Co więcej widziałem, że te rady wprowadziła w życie.

 

 

Kiedy dołączyłem do grupy SZYCIE-WYKROJE-DIY w której dziewczyny (i kilku chłopaków) nie tylko wymieniają się wiedzą i doświadczeniem ale też pokazują co stworzyli, Magda regularnie pojawiała się na mojej tablicy. Z przyczajenia obserwowałem jak się rozwija i byłem absolutnie zafascynowany tempem jej postępów i coraz lepszą jakością ubrań. Ogromnym plusem jej prezentacji były zdjęcia robione przez jej męża, który do dziś pozostaje szarą eminencją na FB. Z czasem również one zaczęły być coraz wyższej jakości a sesje coraz lepiej zaplanowane. Jednym słowem czułem, że duet Lipczyńskich zna się na tym co dobre, świetnie się uzupełnia i coraz lepiej się bawi. Brakowało tylko jednego. Magda przed obiektywem miewała syndrom RBF (resting bitch face  ;P, aahahaha, sorry Magda – muah). Syndrom ten polega na tym, że osoba fotografowana niezamierzenie i nieświadomie przybiera poważny wyraz twarzy, który łatwo zinterpretować jako wkurzony. Pod jej postami oprócz zawrotnej ilości komplementów coraz częściej pojawiały się komentarze zagrzewające ją do uśmiechu. UDAŁO SIĘ – prezentując piżamki wraz ze swoją córką, nieoczekiwanie jak grom z jasnego nieba, Magda się uśmiechnęła!!! A potem poszło już jak z górki, od tamtej pory w każdym poście przynajmniej jedno zdjęcie jest radosne, a na niektórych Magda wręcz się wygłupia – to moim zdaniem niesamowicie ociepliło jej wizerunek. Nic więc dziwnego, że jej Fanpage w ciągu kilku miesięcy zdobył  ponad 2500 folowersów a jej zdjęcia ukazały się w niejednej Burdzie.

 

 

I tak docieramy do momentu, kiedy Magda zaskoczyła mnie po raz kolejny. Otóż jesienią 2017 roku tuż przed premierą mojej drugiej książki „Jak szyć spódnice i sukienki” byłem na krawędzi załamania. Kompletnie wykończony pracami nad książką i przygotowaniami do promocji, rzadko opuszczałem swoją norę na Muranowie. Żyłem w poczuciu, że świat o mnie zapomniał i że ja chyba w Warszawie nie wytrzymam dłużej. Wydawało mi się, że wszystko tu jest interesowne – relacje między ludźmi, współprace, nic nie działo się za darmo, nic z ludzkiej potrzeby dzielenia się. Dawno nie doświadczyłem poczucia, że ktoś zrobił coś dla mnie o tak, bo po prostu chciał pomóc (swoją drogą, wtedy ja również, od dłuższego już czasu, nic bezinteresownego nie zrobiłem dla innych  – ale to temat na osobną historię). Aż tu pewnego dnia Lipczyńska pisze:

„ Janek ja mam już całkiem sensowne zasięgi, jeśli potrzebujesz wsparcia przy promowaniu książki, to ja ci chętnie pomogę. Mogłabym na przykład uszyć jedną z sukienek z książki do najnowszego posta. Co ty na to?”

No a ja się wzruszyłem oczywiście. Czyli jednak są ludzie, którzy po prostu chcą (w tym samym czasie jeszcze kilka osób, ni z gruchy ni z pietruchy się odezwało i „zaopiekowało” mną, zadając kłam moim dramatycznym wyobrażeniom na temat życia w Warszawie – to było fantastyczne). Magda jest mega konkreciarą i szybką realizatorką, dlatego tydzień później już razem działaliśmy, ja przygotowałem jej siatkę podstawową i wydrukowałem instrukcję szycia, a ona kilka dni później wpuściła do internetu tę kiecunię, która swoją drogą zrobiła furrorę.

 

 

Post Magdy bardzo dużo osób zachęcił do zakupu książki, za co byłem jej niezmiernie wdzięczny. No ale sami powiedzcie czy ta kreacja nie jest fantastyczna?! Możecie taką uszyć sami, zajrzyjcie do rozdziału 12 książki „Jak szyć spódnice i sukienki” to jest jedna z moich ulubionych kreacji z tego poradnika. Niebawem uszyję koleżance sukienkę ślubną na bazie tego projektu.

 

 

Post Magdy miał tak dobry efekt, że postanowiliśmy powtórzyć akcję przed Świętami Bożego Narodzenia. Tym razem na tapetę poszedł płaszczyk z książki „O szyciu prosto, kreatywnie i modnie” oraz spódnica ołówkowa z „Jak szyć spódnice i sukienki”. W międzyczasie Magda dostała pracę w Ultramaszynie! Bardzo trzymałem za nią kciuki, kiedy się dowiedziałem, że wysłała swoje CV. Zdążyłem ją już poznać jako otwartą, skuteczną i rezolutną osobę a takich w świecie szycia potrzeba jak najwięcej, abyśmy razem rozbuchali ten społeczny trend do rozmiarów, które spowodują że szycie wejdzie do kanonu hobby na zawsze!

 

 

Podczas wigilijnego spotkania w Ultramaszynie, gdzie Magda biegała w czerwonej sukni (dostała ksywkę Pani Mikołajowej) i rozlewała grzane wino nowo przybyłym gościom, zapytałem jej czy naprawdę nigdy nie szyła?

– Moja babcia, kiedy byłam małą dziewczynką szyła piękne kostiumy i suknie balowe z niemieckich burd, ale ja sama nigdy nie spróbowałam, aż do tego roku.

– O rany, teraz rozumiem – ty masz szycie we krwi, odziedziczyłaś to po niej!

Magda nie tylko pięknie szyje ale przede wszystkim jest odważna w swoich działaniach i sięga po to czego pragnie. Podziwiam ją za to. Piszę ten post, ponieważ cieszę się niesamowicie, że moje książki miały swój udział w jej historii.  Sami powiedzcie, czy nie czujecie się chociaż trochę zainspirowani do działania przez projekty i postawę Magdy? Wszyscy się zastanawiają co też Lipczyńska z tym zrobi, to cecha dzisiejszych czasów „masz zasięgi? Rób na tym kasę”. A Magda zawsze na takie sugestie spokojnie i rozsądnie odpowiada:

– Wiecie co, ja się po prostu dobrze bawię. Rozwijam swoje hobby, fotografia to hobby mojego męża. To jest ekstra, że nasze pasje się uzupełniają i razem możemy się cieszyć wspólnym rozwojem i kreatywnym czasem. To mi wystarczy.

Jestem niezmiernie ciekaw co jeszcze Magda uszyje? Jeśli wy też, to śledźcie jej FB fanpage i Instagram, na pewno was zaskoczy. 

 

 

A tutaj dla przypomnienia moja pierwsza książka, z którą Magda uszyła nietoperza i bluzę raglanową z początku posta oraz płaszczyk z przedostatniego zdjęcia :) Do zobaczenia w kolejnym poście!