Obrazek nagłówka

WYSOKIE OBCASY


.

Jan-Lesniak-w-Wysokich-Obcasach-thumbnail

 

W minioną sobotę w Wysokich Obcasach ukazał się reportaż Alicji Szulczyk, którego bohaterem jestem ja.  Jeżeli są tu tacy, którzy już trzy lata temu zaglądali na bloga, to może pamiętają post pod tytułem „O przedostatnich warsztatach i rzemiośle umierającym na rzecz PR’u„? Reportaż jest w dużej mierze wynikiem rozmowy z Alicją, o której pisałem w tym poście. Pomimo iż to materiał sprzed 3 lat nadal jest aktualny. Opowiadam o kulisach pracy projektanta w sieciówkach, wypaleniu zawodowym i szukaniu swojej drogi. Polecam, bo choć temat i moje doświadczenia są dosyć gorzkie, to sposób pisania Alicji i jej niesamowity zmysł do wyłapywania smaku sprawiły, że tekst czyta się wyśmienicie :) znajdziecie go pod tym linkiem:

„JAK PROJEKTOWAŁEM DLA MAS” – reportaż Alicji Szulczyk w Wysokich Obcasach

Bardzo się ucieszyłem, że ta publikacja zbiegła się z premierą wznowionego wydania mojej książki. Serio – nie maczałem w tym palców, niespodziewanie nawet dla samej autorki, tekst po dłuuugim oczekiwaniu nagle w tempie błyskawicy trafił do druku! Jest to fajne wsparcie i promocja dla książki więc bardzo, bardzo dziękuję i Alicji i redakcji Wysokich Obcasów. No a skoro o drugim wydaniu mowa to … JUŻ JEST:

baner-blog-2-wydanie

.

 


TARGI DESIGNU WZORY 2017


Do grona partnerów książki dołączył portal Dawanda, w związku z tym zamiast pojawić się na targach książki w Warszawie, gdzie „O Szyciu” pojechało tak czy siak z wydawnictwem Burda, ja zawędrowałem na 3 piętro Domu Braci Jabłkowskich. Końcem maja odbywały się tam targi Designu Wzory 2017, Dawanda będąca współorganizatorem stworzyła strefę hand-made, i właśnie w tej strefie pojawiłem się z książką no i oczywiście z warsztatami. Dzięki TKANINY KAROLINY za wspólne stoisko interaktywne – bo połączyliśmy z dziewczynami siły i oprócz papieru tonącego w akwarium i mojej książki (nie tonącej w akwarium) znaleźliśmy miejsce jeszcze na maszynkę Brothera i przez całą niedzielę można było do nas wpaść i coś sobie uszyć :). Jako, że w dodruku dodaliśmy rozdział o szyciu papieru wodoodpornego, oczywiście warsztaty również jego dotyczyły. Szyliśmy osłonki na doniczki.

Mój reset dobiegł końca już jakiś czas temu. Zacząłem pracę nad nowym projektem, o którym napiszę niżej, jednak jakoś brakowało mi wiary i motywacji. Mozolnie wychodziłem z letargu, aż do tych warsztatów. Nie wiem czy to zieleń i zapach ziół, papier wodoodporny, tłumy artystów i pasjonatów na targach, czy może stado moich psychofanek ;) ale coś w ten weekend sprawiło, że w moich żyłach soki znów popłynęły żwawo.

Jakiś czas temu zadzierzgnąłem znajomość internetową z grupą fb Szycie-Wykroje-DIY – wziąłem udział w czacie w tej grupie, jako autor książki. Powaliło mnie to, jak wiele osób chciało ze mną pogadać i było ciekawych co mam do powiedzenia na różne tematy. Ego śmignęło mi ostro. Byłem oszołomiony uwagą i zainteresowaniem które dostałem. Jednak kiedy na warsztaty zapowiedziało się kilka dziewczyn z grupy (a to są wariatki wierzcie mi) trochę się przestraszyłem – no bo wiecie chojraczenie na czacie to jedno, ale spotkanie na żywo to już inna para kaloszy, tym bardziej, że niektóre z dziewczyn przyjechały (ba, przyleciały) naprawdę z daleka. Zazwyczaj mam do siebie dystans i lubię ludzi, którzy również nie traktują siebie i życia zbyt poważnie, czasem jednak stres robi swoje. Zatem aby nieco rozładować napięcie w myślach nazywałem je psychofankami. Kilkanaście minut przed warsztatami wpadliśmy na siebie znienacka koło mojego stoiska, w związku z czym wyrwał mi się spontaniczny okrzyk „Oooo moje psychofanki!!” … (pół sekundy grozy) „TAAAK TO MY!” odpowiedziały chórem, hahahahhaaa! Okazało się, że dziewczyny „w realu” są tak samo wyluzowane jak „na necie” i ku mojej ogromnej uldze było przezabawnie (pozdrowionka ciotka Duchnik z ekipą!). Był to dobry test bojowy i zasługuje na swoją historyjkę w nowej książce, ale o tym za chwilkę.

 

wzory-1

 

Było tak kreatywnie i wesoło, że z gapiów stworzyła się kolejna grupa warsztatowa, szyliśmy dopóki papier się nie skończył. Ze zdziwieniem odkryłem, że kiedy prowadzę warsztaty to jestem w żywiole. Dziwne, bo ostatnio przecież niemal omdlewałem podczas zajęć. Kiedy biegłem na stoisko do Karoliny po kolejne arkusze, nagle do mnie dotarło, że ja jestem w żywiole kiedy tworzę  atmosferę luzu, zabawy i kreatywnego działania, a omdlewam kiedy jestem nauczycielem szycia. Uwielbiam kiedy ludzie przychodzą do mnie i się po prostu dobrze bawią. Postanowiłem, że o tym nie zapomnę :)

Tak wyglądał pierwszy zestaw doniczek, a zioła aromatyczne jak cholera – w mojej nowej pracowni chcę mieć dużo roślin.  Dziewczyny chodziły potem po targach a ludzie pytali z którego stoiska te zioła, haha, dobra robota!

 

wzory-2

 

I jeszcze filmik o rzeczonej już strefie rękodzieła

.

 


KONIEC RESETU


Tak, na blogu niezmiennie cisza, choć mam w zanadrzu 3 gotowe tutoriale, materiał zdjęciowy na 2 kolejne, i ustawione nagranie na 3 filmiki. Jednak priorytetowym zadaniem jest NOWA KSIĄŻKA!!! Kilka dni temu podpisałem umowę z wydawnictwem, zatem to już oficjalne, będzie druga część :) Baaardzo się z tego cieszę. Choć wiedziałem to już od dwóch miesięcy, to jednak podpisana umowa jest gwarantem. To własnie jest ten nowy projekt, o którym wspominałem. Od dwóch miesięcy wymyślam, kompletuję materiały, szyję, fotografuję, planuję i mierzę. Zbliżam się do końca pierwszego etapu prac. Tym razem nie dzieje się to w tak zabójczym tempie jak ostatnio, a grono partnerów i współpracowników poszerzyło się znacznie, będziecie zadowoleni obiecuję. Historie rozplanowane, kolekcja powstaje, zdjęcia się robią, a tu uchylam rąbka tajemnicy – to pierwsze robocze zdjęcie, zrobione tuż po tym jak podjąłem decyzję, że stworzę drugą część. Ta decyzja była trudna i baaardzo długo walczyłem ze swoimi demonami, ale udało się i w końcu działam. Robię swoje!

 

nowa-ksiazka

 

Nie przeszkadza mi fakt, że sprzęt zajmuje całą przestrzeń mojej kawalerki i żeby się dostać np. do nici muszę chodzić na czworaka, a szyję na blacie w kuchni i codziennie podnoszę łóżko do pionu żeby rozstawić lampy, stół i drabinę. Kiedy chce się coś robić to się to po prostu robi :) ! Zakończę tym optymistycznym akcentem i informacją, że jutro nagrywam nowe filmiki, zatem niebawem blog ożyje. A ja nie piszę już więcej – oszczędzam siły na rozdziały! Yyyyeeeaaaaahhhhhh!!!

 

kawalerka

Komentarze: 9

Kaśka Katia 9 czerwca 2017 o 08:41

hahah, mam taki sam sposób robienia zdjęć, drabina i dawaj ;)

Odpowiedz

    janlesniak 9 czerwca 2017 o 13:50

    Kaśka wcześniej miałem 3 m do sufitu, było ekstra a teraz się tam na szczycie składam jak jogin i o lampę non stop zawadzam ;P

    Odpowiedz

Magda 9 czerwca 2017 o 12:42

Hurra! Super, że tu wracasz :-) Bardzo polubiłam to miejsce.

Odpowiedz

Beata 9 czerwca 2017 o 16:06

art. w Wysokich bardzo fajny, choć faktycznie przygnębiająco gorzki. Twoje historie – i te pisane Twoją ręką i te o Tobie są ciekawe, bo prawdziwe. Bez słodzenia i udawania – jest jak jest. Czasem lepiej, czasem gorzej. Ale najważniejsze, że otrzepujesz kurz i lecisz taranem dalej. Za to chylę czoła i najmocniej trzymam kciuki za to, żeby udało Ci się zrealizować absolutnie wszystkie marzenia.

Jako jedna z psychofanek w teamie cioci Duchnik, mam oczywiście nadzieję, że to my byłyśmy siłą sprawczą Twojego nowego powera i w razie czego, oferujemy swoje rozwrzeszczane i uhahane towarzystwo, gdyby baterie potrzebowały znowu doładowania :D.

rób swoje i inspiruj nas dalej <3

Odpowiedz

Beata 9 czerwca 2017 o 19:28

bardzo na to liczę :)

Odpowiedz

Kasia KR 9 czerwca 2017 o 22:21

Janku,
Na nas zawsze możesz liczyć! Tak samo jak my czerpiemy inspiracje z twojej pracy i dzięki temu ładujemy nasze bateryjki
Czekamy na druga książkę (i warsztaty )

Odpowiedz

    janlesniak 12 czerwca 2017 o 10:00

    Kasiu dziękiii i do zobaczenia na następnych warsztatach :)

    Odpowiedz